Nie przyszedł, żeby pomóc, ani nawet powspominać. Wszedł, niosąc ze sobą chmurę niezadowolenia niczym tanią wodę kolońską. Stał w drzwiach, z rękami w kieszeniach, a na jego czole pojawił się znajomy grymas.
„Ta akcja technologiczna, o której ci mówiłem” – zaczął, nawet nie mówiąc „cześć”. „Straciła na wartości. Straciła parę tysięcy”.