Piętnaście lat małżeństwa.
Piętnaście lat byłam przekonana, że jesteśmy rodziną.
Marek pracował w dużej firmie budowlanej. Główny inżynier.
Często zostawał do późna.
Zebrania. Budowy. Kontrole.
Piętnaście lat małżeństwa.
Piętnaście lat byłam przekonana, że jesteśmy rodziną.
Marek pracował w dużej firmie budowlanej. Główny inżynier.
Często zostawał do późna.
Zebrania. Budowy. Kontrole.
Ja pracowałam jako księgowa. Wracałam wcześniej.
Gotowałam kolację. Patrzyłam na zegar. Czekałam.
Nie mieliśmy dzieci. Nie udało się.
Pogodziliśmy się z tym.
Żyliśmy we dwoje. Cicho. Spokojnie.
Myślałam, że tak będzie zawsze.
Młoda żona.
Kawiarnia. Wieczór.
Zawał.
Ona była obok.
A ja dowiedziałam się ostatnia.
Do domu wróciłam nad ranem.
Pozwolono mi zobaczyć go na pięć minut.
Marek leżał blady, podłączony do rurek i monitorów.
Oczy zamknięte. Oddech ciężki.
Stałam przy łóżku. Trzymałam go za rękę.
— Marek… trzymaj się. Proszę.
Nie słyszał. Był pod wpływem leków.
Pielęgniarka cicho powiedziała, że pierwsza doba jest najgroźniejsza.
Wróciłam do domu. Musiałam się przebrać. Zabrać rzeczy.