Telefon zadzwonił dokładnie

Jego telefon leżał na szafce nocnej.

Kod znałam. Dzień naszego ślubu.

Otworzyłam.

Rozmowa z „Claire”.

Ostatnia wiadomość — wczoraj wieczorem:

„Czekam na ciebie w kawiarni. Tęsknię”.

Jego odpowiedź:

„Już jadę. Kocham”.

Przewijałam wyżej.

Setki wiadomości. Miesiące rozmów.

„Kiedy powiesz żonie?”

„Wkrótce. Obiecuję.”

„Mam dość czekania.”

„Jeszcze trochę. Rozwiodę się. Będziemy razem.”

Odłożyłam telefon.

Podeszłam do okna.

Za oknem wstawał szary, zimny świt.

Rozwód.

Obiecywał jej rozwód.

A mnie mówił: „Jestem na zebraniu”.

Do szpitala wróciłam w ciągu dnia.

Z torbą. Z rzeczami. Z jedzeniem.

Na wypadek, gdybym musiała zostać.

Marek był na intensywnej terapii. Odwiedziny zabronione.

Siedziałam na korytarzu godzinami.

— Jak on?

— Stabilny. Trzyma się.

Trzyma się.

Wieczorem zobaczyłam ją.

Dziewczyna około dwudziestu ośmiu lat. Szczupła. Piękna. Pewna siebie.

Weszła na oddział i podeszła do okienka.

— Dzień dobry. Jak się czuje Marek Duval?

Pielęgniarka spojrzała na nią, potem na mnie.

— Kim pani jest?

Dziewczyna zawahała się, po czym wyprostowała.

— Ja… jestem jego narzeczoną.

Lekarz powiedział to spokojnie, niemal obojętnie.

A we mnie coś pękło.

Claire gwałtownie wypuściła powietrze. Poczułam, jak napięła się obok mnie, jakby szykowała się na cios.

— Co… co pan ma na myśli? — zapytała.

— Odzyskał przytomność — odpowiedział lekarz. — Na krótko. Stan nadal jest ciężki, ale jest świadomy. Zadaje pytania.

Pielęgniarka rzuciła nam szybkie spojrzenie i odwróciła wzrok.

— Która z pań… — lekarz zawahał się, — która jest mu bliższa — proszę zdecydować same. Do sali może wejść tylko jedna osoba. Na pięć minut.

Pięć minut.