Claire spojrzała na mnie. W jej oczach nie było już pewności. Tylko strach.
— Ja… byłam z nim, gdy to się stało — powiedziała cicho. — Wołał mnie.
Powoli skinęłam głową.
Claire spojrzała na mnie. W jej oczach nie było już pewności. Tylko strach.
— Ja… byłam z nim, gdy to się stało — powiedziała cicho. — Wołał mnie.
Powoli skinęłam głową.
— A gdy kupował leki. Gdy podpisywał dokumenty. Gdy leżał z gorączką. Wtedy wołał mnie — odpowiedziałam.
Milczałyśmy.
Korytarz przytłaczał. Brakowało powietrza.
— Proszę zdecydować — powtórzył lekarz.
Zrobiłam krok do przodu.
— Ja pójdę.
Claire drgnęła.
— Ale…
— Ty byłaś z nim wczoraj — powiedziałam spokojnie. — A ja przez piętnaście lat.
Zacisnęła usta. Oczy wypełniły się łzami. Ale nie zaprotestowała.
W sali było cicho. Aparatura rytmicznie pikała.
Marek leżał z lekko uchylonymi oczami. Twarz miał wychudzoną. Obcą.
— Anno?.. — wychrypiał.
Podeszłam bliżej.
— Tak. To ja.
Próbował się uśmiechnąć. Nie udało się.
— Przyjechałaś…
— Przyjechałam — skinęłam głową.
Przełknął ślinę.
— A Claire?..
To było to.
To pytanie.
Poczułam, jak we mnie narasta gorzka fala.
— Jest tutaj. Na korytarzu. Tak jak ja.
Zamknął oczy.
— Anno… chciałem powiedzieć…
— Wiem — przerwałam. — Czytałam.
Otworzył gwałtownie oczy.
— Ty…
— Tak. Telefon. Data naszego ślubu to kiepskie hasło do sekretów, Marku.
Oddychał coraz szybciej. Aparat zapiszczał.
— Przepraszam… — wyszeptał. — Pogubiłem się. Nie chciałem tak…
Patrzyłam na niego i nagle zrozumiałam: złość zniknęła. Zostało tylko zmęczenie.
— Obiecywałeś jej rozwód. A mnie „zebrania”. To nie było zagubienie. To był wybór.
Odwrócił głowę.
— Myślałem, że zdążę wszystko naprawić…
— Zawał zdecydował inaczej — powiedziałam cicho.
Pielęgniarka zajrzała do sali, kaszląc ostrzegawczo.
— Została minuta.
Pochyliłam się bliżej.
— Posłuchaj mnie uważnie. Nie zrobię sceny. Nie będę krzyczeć. Ale też nie będę już czekać. Jeśli przeżyjesz — a mam nadzieję, że tak — rozwiedziemy się. Spokojnie. Uczciwie.
Patrzył na mnie długo. Potem powoli skinął głową.
— Jesteś… silniejsza, niż myślałem.
— Nie, Marku — odpowiedziałam. — Po prostu nie chcę już być tą, która zawsze dowiaduje się ostatnia.