Telefon zadzwonił dokładnie

Wyszłam na korytarz.

Claire zerwała się.

— I…?

— Żyje — powiedziałam. — I wie, że obie tu jesteśmy.

Zbladła.

— I… co teraz?

Wzięłam torbę.

— Teraz każdy z nas będzie żył ze swoim wyborem.

Minęłam ją, nie oglądając się.

Na zewnątrz padał drobny, zimny deszcz. Prawdziwy.

Wzięłam głęboki oddech.

Po raz pierwszy od bardzo dawna — pełną piersią.