Test Milczenia i Złoty Zegarek

Test Milczenia i Złoty Zegarek
Don Enrico był człowiekiem, który posiadał wszystko, co można kupić za pieniądze: wieżowce z jego nazwiskiem, flotę jachtów i wpływy, które sięgały najwyższych szczebli władzy. Jednak pod drogimi garniturami krył się człowiek głęboko nieszczęśliwy. Lata w brutalnym świecie biznesu nauczyły go jednej, gorzkiej zasady: „Każdy ma swoją cenę”. Enrico wierzył, że lojalność to tylko kwestia odpowiedniej sumy, a biedni ludzie są uczciwi tylko dlatego, że nie mają okazji, by ukraść.
Jedyną osobą, która trwała przy nim od piętnastu lat, był jego kierowca, Mang Nestor. Nestor był cichym, pracowitym człowiekiem, który rzadko prosił o cokolwiek. Dlatego, gdy pewnej soboty stanął przed Don Enrico z ośmioletnim synem, Buboyem, i błagał o możliwość zabrania go w trasę, miliarder poczuł jedynie irytację.
— Moja żona nie żyje, a teściowa trafiła w nocy do szpitala. Nie mam go z kim zostawić, proszę pana — tłumaczył Nestor, spuszczając wzrok.
Enrico westchnął ciężko.
— Dobrze, Nestorze. Ale jeśli usłyszę choć jeden pisk, obaj lądujecie na bruku.
W luksusowym vanie panowała gęsta cisza. Nestor prowadził, Don Enrico siedział w środkowym, skórzanym fotelu, a mały Buboy, ubrany w wyblakłą, ale czystą koszulkę, skulił się na samym końcu pojazdu. Chłopiec trzymał w rękach stary, plastikowy samochodzik i patrzył z fascynacją na bogactwo, które go otaczało.
Wtedy w głowie Enrica narodził się okrutny plan. Postanowił udowodnić swoją teorię o ludzkiej chciwości. Chciał zobaczyć, jak syn „wiernego” sługi wyciąga rękę po cudzą własność.
— Jestem potwornie zmęczony. Nestorze, nie budź mnie, dopóki nie dojedziemy na miejsce — ogłosił donośnie Enrico.
Zamknął oczy i zaczął udawać głęboki sen, wydając z siebie rytmiczne chrapanie. Jednak jego umysł był ostry jak brzytwa, a jedno oko ledwo dostrzegalnie śledziło ruchy chłopca przez odbicie w bocznej szybie.
Aby „ułatwić” dziecku zadanie, Enrico celowo wysunął swój gruby, skórzany portfel z kieszeni tak, by balansował na krawędzi fotela. Dodatkowo ostentacyjnie ułożył dłoń tak, by złoty zegarek wart fortunę lśnił w blasku słońca tuż przed nosem Buboya.
„No dalej, chłopcze” — myślał Enrico. — „Pokaż swoją prawdziwą naturę. Jesteście biedni, potrzebujecie tych pieniędzy. Zrób to, a będę miał powód, by w końcu przestać udawać, że komukolwiek ufam”.
W pewnym momencie van podskoczył na wyboju. Portfel z cichym mlaśnięciem upadł na podłogę i potoczył się pod stopy Buboya.