Trzech braci, którym się powiodło

Ricky przełknął ślinę.

Sheila zesztywniała.

Ben zmarszczył brwi, próbując dociec, czy to jakiś kiepski żart.

„Panie burmistrzu…” – odważył się Ben – „chyba się pan myli

”. „Nasz brat… nigdy nie opuścił prowincji. Nie poszedł na uniwersytet. Nie ma nic…”

„Nic?” – przerwał burmistrz, nagle poważniejąc. „Nic, oprócz godności. Nic, oprócz odwagi. Nic, oprócz serca większego niż wasze garaże pełne błyszczącego metalu”.

W domu rozległ się szmer.

Matka, Doña Mercedes, powoli położyła ściereczkę na stole. Jej ręce drżały.

— Kartowanie… — wyszeptała — co to znaczy?

Carding milczał.

Spuścił wzrok, jak zawsze.

Jakby niósł sekret zbyt ciężki dla tego pokoju.

Burmistrz usiadł nieproszony. Ochroniarze pozostali na zewnątrz.

„Pani Reyes” – powiedział cicho do matki – „pani najstarszy syn prosił mnie, żebym nigdy nie ujawniał, co zrobił. Ale dziś… nadszedł ten czas”.

Ricky wybuchnął:

— Czekaj! Mówimy o testamencie, prawda?

— Nasz ojciec nie żyje. Jesteśmy tu, żeby załatwić sprawę prawnie. A nie słuchać wiejskich opowieści!

Burmistrz podniósł palec.