Zamilkła, czując, że zaraz rozpocznie się natarcie na jej osobiste wybory.
– Lubka znów ma problemy, z płaczem mówi o chorobie dzieci, a ona nie ma nawet na leki. A ty? Robisz wrażenie królowej w swoim trzech pokojach! — zrzukała Walentyna P., siadając przy stole, z wyciągniętymi do oferty paczką ciastek. — Nie rozumiem, czemu nie chcesz się przeprowadzić do jednego pokoju. Jesteście młodzi, nie potrzebujecie tyle miejsca.
– Walentyna P., już rozmawiałyśmy o tym — warknęła Marina, rzucając filiżanką tak, aż prawie wylądowała na podłodze. — Ta mieszkanie jest moje. Kupiłam je przed ślubem. Nie zamierzam nigdzie się ruszać.
– Twoje, twoje… A Andrzej? To nie jest powietrze? On też tu mieszka! I jest moim synem!
– I co to zmienia? — usiadła naprzeciw, z założonymi rękami. — Jeśli Lubka potrzebuje pieniędzy, niech daje mu Andrzej. A może ty?
– Od Lubki nie proś o pieniądze — prychnęła Walentyna P. — Ona jest zbyt dumna. Ale mieszkanie… Wiesz, że jest im ciasno! Troje dzieci w jednym pokoju!
– A ja mam żyć w szafie? — zaśmiała się z ironią Marina. — Albo proponujesz, że Andrzej zabierze dzieci do łazienki?
– Nie żartuj ze mną — Walentyna P. wgryzła się w ciastko, sypiąc okruchy po całym stole. — Jesteś egoistką, zawsze nią byłaś. Andrzej traktował cię jak ścianę ochronną. A ty co? Kariera, własne zainteresowania… A rodzina? A dzieci?
– Jakie dzieci? — w środku Mariny coś się skurczyło. — Nie mamy dzieci. I nie będziemy ich mieć.
– Oto właśnie! — Walentyna P. wskazała na nią palcem. — Bo nigdy nie chciałaś! Tylko się sobą przejmujesz!
– A ty tylko ratujesz wszystkich, — odpowiedziała jej zgryźliwie Marina. — Szczególnie kosztem innych.
W kuchni zapadła cisza. Chwila objąwszy ich niezdarnie, nastała nadmierna głośność zegara. Marina wpatrywała się w Walentynę P., myśląc jak łatwo sprawia, by każdy wyraz brzmiał jak oskarżenie.
– Wiesz, że Andrzej się ze mną zgadza, — w końcu odważyła się powiedzieć Walentyna P., popijając kawą.
Marina zamarła.
– Co? — przepytująco spojrzała.
– Mówi, że się mylisz. Że rodzina jest ważniejsza niż twoje zasady.