On wykonał krok w jej kierunku, a jego twarz poczerwieniała.
– Przekraczasz granice.
– Jakie jeszcze granice? — zaśmiała się. — Jestem w swoim mieszkaniu. Czy zapomniałeś, kto jest tu gospodarzem?
Andrzej złapał ją za rękę.
– Przestań!
Marina zadrżała, próbując się uwolnić, ale on trzymał mocno.
– Odpuść — powiedziała przez zęby.
– Doprowadzasz mnie do szału — nie puszczał. — Wiecznie ty, ty, ty! Nie obchodzą cię inni, tylko ty sama!
– A tobie na mnie nie zależy — odeszła krok do tyłu. — Nie próbujesz nawet zrozumieć. Po prostu wypełniasz rozkazy.
– Nie wypełniam rozkazów! — krzyknął. — Próbuję zachować pokój w rodzinie!
– Jaki pokój? — Marina pokręciła głową. — Niszczyasz nasze małżeństwo, po kawałku. Najpierw dla mamy, potem dla Lubki, a kto wie, dla kogo jeszcze. A ja gdzie? Mam milczeć i pójść mieszkać w pudełku po butach?
Andrzej jakby opadł z sił, jego twarz stała się szara, jak ściana za oknem.
– Wiesz co? — w końcu powiedział. — Mam tego dość. Jeśli tak źle ci ze mną, może naprawdę się rozstaniemy? Niech Lubka tutaj mieszka, a ty znajdziesz sobie innego idiotę, który zniesie twoje histerie.
Marina spojrzała na niego długo, wnikliwie. Potem kiwnęła głową.
– Dobrze.
– Co — dobrze? — nie rozumiał.
– Zgadzam się — odwróciła się od okna. — Jutro się wyprowadzam. I składam pozew o rozwód.
Andrzej zamarł.
– Blefujesz.
– Sprawdź — nie spojrzała na niego.
Stał cicho, potem nagle złapał kurtkę i wyszedł, trzaskając drzwiami tak, że ściany zadrżały.
Marina została sama. W mieszkaniu zapanowała cisza. Tylko deszcz nadal stukał do szyby, jakby przypominał: podjęłaś właściwą decyzję. Czy może nie?
Siedziała na kanapie, obejmując ramionami kolana. W głowie kłębiła się jedna myśl: co jeśli nie wróci? A jeszcze gorsze było to, że nie wiedziała, czy chce, aby wrócił.
Rano obudził ją dźwięk otwieranych drzwi. Leżała na kanapie, okryta tym samym kocem, w którym zasnęła. Pierwsze, co zobaczyła, to Walentyna P. w przedpokoju, z wielką torbą w dłoniach. Obok niej stali Andrzej, stojąc niepewnie, jakby spocony.
– Marinko, wstawaj, — powiedziała teściowa, jakby to była jej własna mieszkanie. — Przyszliśmy po twoje rzeczy.
Marina wolno usiadła, przeciągając się. Głowa pulsowała, jak po ciężkim kacu.
– Jakie rzeczy? — spytała, choć już się domyślała.