Przełączyłam go na tryb cichy i odłożyłam na blat. Nie chciałam czytać jego reakcji, tłumaczeń, próśb ani „nie róbmy dramatu”. Dramę stworzył już on i jego matka — nie ja.
Drzwi zamknęły się za nim bez najmniejszego dźwięku. Nawet nie miał na tyle godności, żeby nimi trzasnąć.
