Lucas prawie nie płakał. Jego jęki były słabe, jakby brakowało mu sił, by krzyczeć. W ogromnej rezydencji Alexandre’a Delcourta, wpływowego biznesmena w branży hotelarskiej, niepokój narastał, ale nie wybuchał.
Dziecko milionera umierało z dnia na dzień, a lekarze byli bezsilni. Tylko sprzątaczka zauważyła tragiczny szczegół na butelce.
