Kiedy przygotowywałam kolację wigilijną dla mojej rodziny, w powietrzu unosił się zapach pieczonych jabłek i cynamonu. Chciałam, żeby ten wieczór był wyjątkowy — spokojny, rodzinny, pełen ciepła, którego tak bardzo brakowało w naszym domu.
Otworzyłam okno w kuchni, żeby wypuścić parę, i wtedy usłyszałam głos mojej siostry z ogrodu.
– Nie wierzę, że spędzamy Boże Narodzenie z tym idiotą.
Zamarłam.
W ustach zaschło mi od bólu i wstydu. Wiedziałam, że Odessa potrafi być kąśliwa, ale nigdy nie spodziewałam się, że usłyszę coś takiego – szczególnie o mnie.
Zamiast zareagować, po prostu zamknęłam okno, założyłam uśmiech, jak maskę, i wróciłam do lepienia pierogów. W tamtej chwili postanowiłam – udam, że nic się nie stało.
Nie chciałam psuć świąt. Nie chciałam po raz kolejny być tą, która zaczyna kłótnie.
Trzy dni później nie mogłam już jednak udawać.