Wydawała się bardziej zmęczona niż ranna. Kiedy na mnie spojrzała, jej głos był miękki, wręcz kruchy. Pomogłem jej bez namysłu, podnosząc skrzynki i jabłko, które spadło na trawę. Miała na imię Claire , miała około pięćdziesięciu lat i mieszkała kilka domów dalej.
Nieoczekiwane schronienie

W jej domu pachniało cynamonem i starymi książkami. Nic zbędnego, ale wszystko było na swoim miejscu. Zrobiła mi gorącą czekoladę, jej ręce lekko drżały, i zaproponowała kanapkę, niemal przepraszająco. Nie wiedziałem jeszcze, że właśnie odkryłem bezpieczne miejsce.
Wróciłem następnego dnia. I znowu. Claire nigdy nie zadawała pytań. Słuchała albo milczała, co było jeszcze cenniejsze. Czasami czytaliśmy obok siebie. Czasami rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Pamiętała moje szczegóły, moje milczenia.
KONTYNUUJ CZYTANIE NA NASTĘPNEJ STRONIE 🥰💕