„Milioner zwolnił nianię za to, że

— Grace! — krzyknęła głośniej, niż planowała.

Słowo przecięło powietrze. Śmiech przycichł, choć nie zniknął.

Niania odwróciła się spokojnie. Jej uniform był mokry, kolana brudne, lecz spojrzenie miało w sobie szacunek — jak ktoś, kto wie, czego strzeże. Ethan zatrzymał się przy krawędzi kałuży; nie potrafił wejść dalej. Pomiędzy skórą jego buta a brudną wodą leżała niewidzialna, dawna granica. Po drugiej stronie czekały trzy małe dzieci. I Grace.

Wtedy wszystko zaczęło się zmieniać.

Ethan nabrał powietrza, przyjął surowy ton i zapytał kluczowe pytanie:

— Co tu się dzieje?

Jego głos odbił się echem po ogrodzie jak niepasujący do pogody grzmot. Śmiechy ustały. Został tylko dźwięk kapiącej z węża wody.

Grace podniosła wzrok; słońce złociło pasma włosów wysuwające się z jej kok. Jej twarz pozostała spokojna, pewna. Nie wyglądała na zawstydzoną. Wyglądała na przekonaną.

— Panie Blackwood — powiedziała cicho, ale wyraźnie. — One uczą się współpracy.

— Uczą się? — powtórzył, walcząc z narastającą irytacją. — To wygląda jak pole bitwy.

Grace wstała, jeszcze wilgotna, i wskazała na dzieci.