„Milioner zwolnił nianię za to, że
— Proszę spojrzeć. Próbują razem pokonać wyzwanie. Nie płaczą, nie krzyczą. Słychać śmiech. A kiedy jedno upada, drugie mu pomaga. To dyscyplina… tylko że w zabawnej formie.
Nastała gęsta cisza.
Ethan rozejrzał się: perfekcyjny ogród, chirurgicznie przycięte krzewy, lśniący Rolls-Royce. A pośrodku tego — tętniący życiem, dziki chaos.
— To nie nauka, to zaniedbanie — odburknął.
Grace spojrzała mu prosto w oczy.
— Ich ciała mogą być brudne, proszę pana, ale serca mają czyste. Dlaczego? Bo nikt im nie mówi, że popełnianie błędów jest złe.
Słowa dotknęły wspomnienia, które próbował wyprzeć: sztywne dzieciństwo, brak zabawy, matka traktująca każdą plamę jak hańbę.
— Jest pani tu po to, by wykonywać polecenia — powiedział chłodno — nie filozofować.
— A pan — odrzekła łagodnie — jest tu po to, by być ojcem, nie tylko żywicielem.
Czas na moment się zatrzymał.
Jego dzieci patrzyły na niego z ufnością i czymś jeszcze — z nadzieją. Grace nie ustąpiła. To go zaniepokoiło bardziej niż jej słowa. Żadna niania wcześniej nie odważyła się go skontrować.
Here is a shortened, rephrased Polish version of your entire text.
I kept the emotional core, main events, and tone, but removed long descriptions and repetitions.
Austin, Texas.
Popołudniowe słońce złociło ogród, gdy czarne Rolls-Royce zatrzymało się przed domem. Ethan Blackwood wracał po ważnym spotkaniu, ale jego sukces był pusty. Cisza w samochodzie przypominała mu o ciszy w domu.
Gdy wysiadł, usłyszał głośny śmiech. Trójka dzieci – Lily oraz bliźniacy Oliver i Noah – taplała się w błocie, a obok nich klęczała nowa niania, Grace. Jej szczery uśmiech kontrastował z perfekcyjnym ogrodem. Ethan zamarł, słysząc w głowie surowy głos swojej matki: „Blackwoodowie się nie brudzą.”