Moja córka chciała tylko jedną

Mężczyzna trzymał duże białe pudełko przewiązane błękitną wstążką. Taką, jakiej używali tylko do bardzo drogich rzeczy.

Oczy Lily rozszerzyły się. „Mamusiu…”

Nie. Absolutnie nie.

Pokręciłam głową. „To bardzo miłe, ale nie możemy—”

„Proszę.” Zrobił jeszcze krok, a wtedy po raz pierwszy jego maska — elegancki garnitur i chłodny spokój — pękła. Głos stał się szorstki, drżący: „To nie dla pani. I nawet nie do końca dla córki. To… dla kogoś, kogo straciłem.”

Zamarłam.

„Moja córeczka,” powiedział, przełykając ślinę. „Nazywała się Emily. W tym roku skończyłaby sześć lat.”

Zabrakło mi tchu.

„Uwielbiała lalki,” dodał z melancholijnym uśmiechem. „Zwłaszcza takie. Zawsze jej mówiłem, że kupię jej wszystkie lalki świata.” Pudełko lekko zatrzęsło mu się w dłoniach. „Ale pieniędzmi… nie da się kupić czasu. I nie da się kogoś przywrócić.”

Spojrzał na Lily — na jej małe palce splecione ze swetrem.

„Ale można dać komuś innemu chwilę radości.”

Poczułam łzy pod powiekami. Nie przez prezent, ale dlatego, że żal rozpoznaje żal. W jego oczach widziałam ból — cichy, ostry, niekończący się.

„Bardzo mi przykro z powodu pańskiej straty,” wyszeptałam.

Skinął głową, jakby słyszał to tysiące razy, ale nadal przyjmował.

„Proszę,” powtórzył prawie błagalnie. „To dla mnie ważniejsze, niż pani myśli.”

Spojrzałam na Lily.