Przejechałem trzy przecznice, zanim musiałem zjechać na parking przed supermarketem. Ręce mi się trzęsły, bo robota była skończona i nikt nie patrzył. Słońce Arizony wlewało się przez przednią szybę, podgrzewając kierownicę pod moimi dłońmi.
MOJE „ZŁOTE DZIECKO” SPRZEDAŁO
Wyjęłam naszyjnik z materiału i podniosłam go do światła. Wydawał się cięższy, niż pamiętałam. Obróciłam go powoli, aż znalazłam ledwo widoczne wgłębienie z boku serduszka. Nacisnęłam je paznokciem kciuka.
Medalion otworzył się.
W środku, zwinięty niemożliwie ciasno, znajdował się kawałek papieru nie większy od mojego małego paznokcia. Wyciągnęłam go paznokciami, uważając, żeby go nie podrzeć, i rozwinęłam na udzie.
Wpatrywałam się w pismo Eleanor: drobne, dokładne, znajome z list zakupów i kartek urodzinowych.
Bank Arizony. Skrzynka pocztowa 4782.