Przejechałem trzy przecznice, zanim musiałem zjechać na parking przed supermarketem. Ręce mi się trzęsły, bo robota była skończona i nikt nie patrzył. Słońce Arizony wlewało się przez przednią szybę, podgrzewając kierownicę pod moimi dłońmi.
MOJE „ZŁOTE DZIECKO” SPRZEDAŁO
