Naprawdę? Zameldować
— Andriej, tylko mi nie mów, że…
— Poczekaj, wysłuchaj. Igor stracił wszystko. Pracę, mieszkanie, pieniądze. Utrzymuje się z dorywczych zajęć, śpi, gdzie popadnie. I najgorsze — nie ma meldunku. Bez meldunku nigdzie go nie zatrudnią.
— No i?
— On się zmienił, Ola. Naprawdę się zmienił. Zrozumiał, że zachowywał się jak ostatni kretyn. Żałuje, jak cię traktował. Prosił, żeby przekazać przeprosiny.
— Jakież to wzruszające.
— Wiem, że jesteś zła. Masz pełne prawo. Ale teraz Igor jest w rozpaczliwej sytuacji. Potrzebuje pomocy.
— Jakiej pomocy? — zapytała chłodno Olga.
— Muszę cię poprosić… żebyśmy tymczasowo, tylko na sześć miesięcy, zameldowali Igora w naszym mieszkaniu. On nie będzie tu mieszkał, tylko formalnie w papierach. Żeby mógł dostać normalną pracę.
Olga odchyliła się na krześle. Przez kilka sekund milczała, nie wierząc własnym uszom.
— Ty tak serio? Zameldować twojego brata w MOIM mieszkaniu?! — Olga patrzyła na męża z niedowierzaniem.
— Ola, ja rozumiem…
— Ty nic nie rozumiesz! — Olga zerwała się od stołu. — To ten sam człowiek, który latami mnie poniżał! Który nazywał mnie szarą myszą! Który publicznie mówił, że złapałam cię w pułapkę mieszkaniem!
— To było dawno. Ludzie się zmieniają.
— Zmieniają? Naprawdę? A gdzie były te zmiany, kiedy pluł mi w twarz? Gdzie byłeś ty, kiedy twój brat mnie obrażał przy wszystkich?
Andriej wstał i spróbował ująć jej dłonie.
— Wtedy się myliłem. Powinienem cię obronić. Ale teraz sytuacja jest inna. Igor jest w tarapatach, możemy mu pomóc.
— My? — Olga wyrwała dłonie. — To moje mieszkanie, Andriej. Moje! Kupiłam je za swoje pieniądze, przed ślubem! Ty tu tylko mieszkasz z mojej łaski!
— Jestem twoim mężem!