Naprawdę? Zameldować

— I co z tego? To nie daje ci prawa rozporządzać moim majątkiem!

Andriej zacisnął szczękę.

— Tu nie chodzi o majątek. Chodzi o pomoc bliskiemu człowiekowi. To twój obowiązek, Ola. Pomóc bliźniemu.

— Obowiązek? Jaki jeszcze obowiązek? — Olga zmarszczyła brwi i przechyliła głowę. — Mam obowiązek pomagać człowiekowi, który wdeptał mnie w błoto?

— Przestań już rozdrapywać przeszłość! To było trzy lata temu!

— Dla ciebie trzy lata temu, a dla mnie jak wczoraj! Wiesz, co czułam, gdy twój brat nazwał mnie szarą myszą przy wszystkich? Gdy powiedział, że złapałam cię na mieszkanie? A ty? Wymamrotałeś tylko „dość” i tyle! Nie wstawiłeś się za mną!

— Nie wiedziałem, co powiedzieć!

— Powinieneś wiedzieć! Powinieneś wstać i powiedzieć, że jestem twoją żoną, że mnie kochasz i nikt nie ma prawa mnie obrażać! Ale ty milczałeś! A teraz przychodzisz i prosisz, żebym zameldowała tego… — Olga przerwała, machając ręką.

Andriej spróbował zmienić ton.

— Ola, proszę cię. Nie proszę dla siebie. Proszę dla brata. On się zmienił, naprawdę. Życie dało mu lekcję. Jest na dnie, naprawdę nie ma dokąd pójść.

— To niech idzie do rodziców!

— Mama z tatą odmówili. Mieszkają w kawalerce, im samym jest ciasno.

— To nie mój problem.

— Jak możesz tak mówić? Przecież jesteśmy rodziną!

— Rodziną? — Olga gorzko się uśmiechnęła. — A kiedy twój brat mnie upokarzał, byliśmy rodziną? Kiedy mnie nie obroniłeś, byliśmy rodziną?

— Na litość boską, Ola, ile można wracać do tego?!

— Tyle, ile trzeba! Nie rozumiesz? To moje mieszkanie! Nie pozwolę wiązać swojej własności z człowiekiem, który zniszczył moje poczucie godności!

Kłótnia przerodziła się w poważny skandal. Andriej pierwszy raz w ciągu ośmiu lat małżeństwa krzyknął na żonę.

— Jesteś bezduszna! Mściwa! Nie potrafisz wybaczyć człowiekowi!

— Jestem realistką! Pamiętam, kto jest kim!