— To mój brat! Najbliższy!
— A ja kim jestem? Obcą?
— Jesteś moją żoną!
— To zachowuj się jak mąż! Broń mnie, a nie swojego chamskiego brata!
Andriej złapał się za głowę.
— Nie mogę zostawić Igorka! On jest na dnie, rozumiesz? Jeśli ja nie pomogę, nikt mu nie pomoże!
— To jego problem! Niech sam ponosi konsekwencje!
— Jesteś bez serca, Olga! Zupełnie bez serca!
— A ty jesteś słabeuszem, Andriej! Nie potrafisz postawić brata do pionu, nie potrafisz obronić własnej żony! Wygodnie ci płynąć z prądem, byle nikogo nie urazić!
Mąż zamilkł, ciężko oddychając. Olga stała naprzeciwko niego, z rękami skrzyżowanymi na piersi.
— Jeśli dla ciebie brat jest ważniejszy niż żona — powiedziała cicho — wyciągnij wnioski.
Andriej odwrócił się i poszedł do sypialni, trzaskając drzwiami.
Następne dni małżonkowie żyli w lodowatej ciszy. Jedli o różnych porach, unikali rozmów i spojrzeń. Andriej spał na kanapie w salonie. Kilka razy próbował wrócić do tematu Igora, ale Olga była nieugięta.
— Nie. I nie ma o czym rozmawiać.
Atmosfera w mieszkaniu stała się nie do zniesienia. Każdy dzień przypominał spacer po polu minowym. Olga czuła, jak małżeństwo pęka w szwach, ale nie mogła ustąpić. To nie była tylko kwestia meldunku. To była kwestia granic, godności, szacunku do siebie.
Po tygodniu Andriej nie wytrzymał.
— Nie mogę tak dłużej — powiedział wieczorem, gdy minęli się w kuchni. — Ty nie chcesz współpracować, nawet porozmawiać.
— Nie ma o czym mówić. Powiedziałam nie.
— W takim razie złożę pozew o rozwód.
Olga zastygła przy zlewie. Powoli odwróciła się.
— Co?
— Nie mogę zostawić brata w biedzie. Jeśli nie chcesz pójść na kompromis, rozstaniemy się.
— Wybierasz brata zamiast żony?
— Nie wybieram! Po prostu nie mogę zostawić własnego brata na ulicy!
— Czyli jednak wybierasz.
Olga wytarła ręce w ręcznik, przeszła obok męża do pokoju. Usiadła na łóżku, zaciskając zęby z bólu i urazy. Łzy napłynęły do oczu, ale nie spłynęły. W środku wszystko zdrętwiało.
— Dobrze — powiedziała, kiedy Andriej wszedł za nią. — Składaj pozew.