Po pogrzebie żony milioner szedł
Dziewczyna, której nigdy nie znał.
O której jego żona nigdy nie mówiła.
Ani razu.
Cisza cmentarza przeobraziła się w ogłuszający szum.
„ Dość!” krzyknął nagle, przedzierając się przez lodowate powietrze. „ Kim jesteś?! Skąd to masz?”
Staruszka nawet nie drgnęła.
Wpatrywała się w niego z nienaturalnym spokojem.
„ Dała mi to” – powiedziała po prostu.
„ Niemożliwe. Moja żona zmarła wczoraj. Kim ty w ogóle jesteś?!”.
Starsza kobieta lekko skinęła głową.
— Jestem osobą, którą wybrała twoja żona… aby powiedzieć ci to, czego sam nigdy byś od niej nie zaakceptował, gdyby jeszcze żyła.
Następnie powoli podniosła się ze stołka, pochylona, ale dziwnie silna jak na kobietę w jej wieku.
— A jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, co będzie dalej… chodź za mną.
Odwróciła się i poszła w kierunku zaśnieżonej bramy cmentarza.
Edward pozostał nieruchomy.
Każda cząstka jego istoty podpowiadała mu, że coś jest nie tak.
Ale inny głos – być może ten, który starał się ignorować od czasu żałoby – powiedział:
„Idź. Nie masz już nic do stracenia”.
Poszedł za starą kobietą.
Przeszli przez małą boczną alejkę cmentarza, a potem przez kamienistą ścieżkę. Niebo ciemniało, a śnieg padał dużymi płatami. W oddali na wpół złamany słup latarni rzucał migotliwe żółte światło.
Starsza kobieta zatrzymała się przed małym, starym, prawie opuszczonym kamiennym domem, którego okna były zakryte popękanymi, nieprzezroczystymi szybami.
„ Proszę wejść ” – mruknęła.
Edward zmarszczył brwi.
— Dlaczego tutaj?
— Ponieważ tu zaczyna się prawda… i tu będziesz musiał dokonać wyboru.
Otworzyła drzwi.
Zapalone świece oświetlały wnętrze, ale nikogo nie było widać.
Na stole leży gruby plik.
Podszedł i otworzył je.
W środku:
Akty urodzenia.
Zdjęcia małej dziewczynki w różnym wieku.
Dokumentacja medyczna.
I… niesfinalizowane dokumenty adopcyjne.