Ku własnemu zaskoczeniu nie krzyknęłam. Nie zrobiłam sceny. Nie rzuciłam kieliszkiem ani nie wybiegłam z restauracji. Po prostu odłożyłam widelec. Starannie otarłam usta materiałową serwetką i ułożyłam ją na talerzu z taką dokładnością, jakbym zamykała w sobie drzwi — jedne po drugich.
Najpierw spojrzałam na Richarda. Potem na Lenę i Brooke. Ich dłonie klaskały coraz wolniej, aż w końcu się zatrzymały, ale wyrazy twarzy długo nie chciały się zmienić.
