Uśmiechnęłam się, gdy mój synUśmiechnęłam się, gdy mój syn
Moją miłość.
— Ich sposób — powiedziałem powoli. — A jaki to sposób?
Drgnął.
— Tato, proszę, nie rób tego.
Przez łuk prowadzący do kuchni zobaczyłem przemysłowy mikser Isabelli — ten za dwa tysiące dolarów, który „był jej absolutnie niezbędny” podczas krótkiej obsesji na punkcie świątecznego pieczenia.
— To gdzie mam iść? — zapytałem cicho.
Twarz Michaela się załamała.
— Może do cioci Rosy… albo… możemy spotkać się w inny weekend.
Inny weekend.
Jakby Boże Narodzenie było tylko kolejnym terminem w kalendarzu.
Wstałem, stawy bolały od lat dźwigania więcej, niż powinienem.
— Rozumiem.
— Tato, czekaj—
Ale już wychodziłem — mijając oprawione rodzinne zdjęcia, na których z każdym kadrem byłem coraz mniej obecny, mijając szafy pełne płaszczy Isabelli.
Przy drzwiach objąłem dłonią zimną klamkę.