Monique Duval na chwilę pobladła. Błyszczący lureks jej kostiumu nagle wydał się śmieszny na tle wyblakłych desek i zapachu żywicy.


Kilka tygodni później Monique Duval przyszła do nich w odwiedziny. Bez lureksu, bez lakieru na włosach. Z domowym ciastem w rękach. — Rodzinny przepis — powiedziała sucho. — Jeśli się przypali, powiedz szczerze. Kamila uśmiechnęła się — nie lodowatym uśmiechem prawniczki, lecz ciepło, po ludzku. — Powiem. Ale tylko jeśli usiądzie pani przy stole, a nie będzie stała za moimi plecami z poleceniami. Monique zatrzymała spojrzenie na chwilę, potem krótko skinęła głową.