Wspólne obiady? Prawie nigdy. Moim „bezpiecznym” miejscem był kąt za automatami przy starej auli, gdzie mało kto zaglądał. Tam mogłem otworzyć kanapkę, nie czując się jak czyjś błąd.
Nabijali się ze mnie, bo byłem synem śmieciarki… ale na zakończeniu szkoły powiedziałem jedno zdanie, którego nigdy nie zapomną.
