to przecież chore pieniądze! Na sali rozległy się brawa. Ktoś zagwizdał z uznaniem, ktoś pokiwał głową. — Brawo, synu! — głośno powiedziała ciotka Tomasza.


— A ja dwa lata — powiedziała cicho Maria. — I to w zupełności wystarczyło. Zwróciła się znów do Tomasza: — Mówiłeś, że kobieta ma być zapleczem. Więc informuję cię: zaplecze przestaje działać w trybie jednostronnym. Maria zdjęła pierścionek z palca. Powoli. Położyła go na stole, obok teczki. — Drugi prezent — powiedziała. — Jutro o dziesiątej składam pozew o rozwód. Mieszkanie jest wynajmowane — już dogadałam się z właścicielką. Twoje rzeczy są spakowane. Walizka stoi pod drzwiami.
— Blefujesz — wyszeptał Tomasz. — Nie odejdziesz. — Już odeszłam — odpowiedziała Maria. — Po prostu zauważyłeś to jako ostatni. Wzięła torebkę. — Miłego wieczoru — skinęła w stronę gości. — Mam nadzieję, że kopert wystarczy chociaż na odsetki. Drzwi restauracji zamknęły się za nią cicho, bez trzasku. Na zewnątrz było chłodno i zaskakująco spokojnie. Maria wzięła głęboki oddech — po raz pierwszy od dawna bez bólu w piersi.