Otworzyłem.
Przeczytałem jeszcze raz klauzulę.
I po raz pierwszy od dziesięciu lat…
Uśmiechnąłem się.
Bo jeśli chciał podzielić rachunki…
Może miał zamiar podzielić się znacznie bardziej, niż sobie wyobrażałem.
Następnego ranka zrobiłem śniadanie jak zwykle.
Kawa bez cukru. Ledwo podgrzany chleb. Sok dokładnie taki, jaki lubił.
Dziesięć lat uczy rutyny, którą ciało powtarza, nawet gdy serce już nie chce.
Zszedł na dół z tą nowo odkrytą, niemal arogancką pewnością siebie.
„Myślałem” – powiedział, sprawdzając telefon. „Możemy sporządzić formalny dokument. Więc pół na pół będzie jasne”.
„Idealnie” – odpowiedziałem, nie podnosząc wzroku.
Mój ton go zaskoczył. Nie było łez. Żadnych skarg.
To zbiło go z tropu bardziej niż jakakolwiek kłótnia.
W ciągu dnia wykonałem trzy telefony.
Pierwszy, do prawnika, którego nie widziałam od lat.
Drugi, do księgowego, który zarządzał naszą firmą.
Trzeci, do banku.
Nie mówiłam o rozwodzie.
Mówiłam o przeglądzie majątku.
Bo podział wszystkiego oznaczał otwarcie wszystkiego.
A otwarcie wszystkiego oznaczało ujawnienie rzeczy, które wolał trzymać w tajemnicy.
Tej nocy czekałam na niego w jadalni.
Nie przy kolacji.
Z niebieską teczką na stole.
Wszedł, odłożył klucze i spojrzał na mnie.
„Co to jest?”
„Nasz podział” – odpowiedziałam spokojnie.
Usiadł naprzeciwko mnie z pewnym siebie uśmiechem.
„Dobrze. Podoba mi się, że jesteśmy dorośli”.
Otworzyłam teczkę i wsunęłam pierwszy dokument.
„Klauzula dziesiąta umowy spółki, podpisana osiem lat temu, kiedy zarejestrowałeś spółkę”.
Zmarszczył brwi.
„To nie ma nic wspólnego z domem”.
„To ma z nim wszystko wspólnego”.
Przeczytał to w milczeniu. Jego wyraz twarzy powoli się zmienił.
„To tylko klauzula administracyjna”.
Lekko pokręciłam głową.
„Nie. To klauzula o odroczonym udziale. W przypadku rozwiązania związku małżeńskiego lub zmiany ustroju gospodarczego, poręczyciel automatycznie przejmuje 50% udziałów”.
Uniósł gwałtownie wzrok.
„Nie tak mi to wyjaśnili”.
„Podpisałeś to bez czytania. Powiedziałeś, że mi ufasz”.
Cisza.
Słyszałam, jak jego oddech przyspiesza.
„To nie ma znaczenia” – spróbował. „Nigdy nie pracowałeś w firmie”.
Po raz pierwszy uśmiechnęłam się z autentycznym spokojem.
„Zajmowałam się księgowością gospodarstwa domowego, co pozwoliło nam reinwestować kapitał początkowy. Podpisałam się jako poręczyciel, kiedy bank odrzucił twój kredyt. Pokryłam twoje pierwsze podatki z moich oszczędności”.
Wyciągnąłem kolejny dokument.
„A oto przelewy”.
Jego pewność siebie zaczęła się kruszyć.
„Przesadzasz”.
—Nie przesadzam. Podzieliliśmy wszystko, pamiętasz?
Aby poznać pełny czas gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ ze znajomymi na Facebooku.