Nazwałem moją żonę „zwykłą gospodynią domową” i zabroniłem jej jechać na spotkanie absolwentów – wtedy nadeszła paczka, która pozostawiła mnie bez słowa

Pod nagrodami leżały oprawione książki. Około dziesięciu identycznych egzemplarzy.
Na okładce: jej twarz.
Młodsza, ale to była ona. Te same oczy. Ta cicha pewność siebie, której dawno nie widziałem.

Na odwrocie biografia szczegółowo opisująca niezwykłą karierę: ceniony badacz, którego praca wywarła wpływ na politykę publiczną, zaliczany do grona najbardziej obiecujących młodych innowatorów.

Pod panieńskim nazwiskiem Camille Martin.

Usiadłem na podłodze.

Na dole pudełka znajdował się program zjazdu. Odręcznie napisana notatka brzmiała:
„Chcemy w tym roku oddać Ci hołd i zaprosić Cię do wygłoszenia przemówienia”.

Poczułem ucisk w klatce piersiowej.