Aleksander długo milczał. W korytarzu panowała taka cisza,

Aleksander osunął się na fotel, czując, jak uginają się pod nim nogi. — On… on żyje? — zapytał bez sensu, choć już znał odpowiedź. — Tak. I wygląda na to, że nigdy nie przestał szukać informacji o swojej przeszłości. Tydzień później Aleksander stał na niewielkiej włoskiej ulicy. Dom był skromny, z kwiatami na balkonie. Jego ręce drżały, gdy nacisnął dzwonek. Drzwi się otworzyły i stanął w nich mężczyzna około czterdziestki. Te same oczy. Ta sama linia brwi. Czas go zmienił, ale nie zatarł.

— W czym mogę pomóc? — zapytał po włosku. Aleksander przełknął ślinę. — Mateusz… — powiedział. — Jestem… jestem twoim bratem. Zapadła cisza. Długa, ciężka. Po chwili mężczyzna zrobił krok naprzód, wpatrując się w twarz gościa. — Aleks? — wyszeptał. — Mój mistrzu?..