Cień w Lustrze: Sekret Lucii

Javier poczuł chłód. Jeśli Elena zginęła tydzień temu… to kto rano podał mu kawę i ucałował go w policzek przed wyjściem do pracy?
II. Powrót do cienia
Javier wybiegł z rezydencji, nie dbając o podpisanie odbioru. Wsiadł na motocykl i gnał przez ulice Meksyku, ignorując czerwone światła. Musiał wiedzieć. Musiał zobaczyć.
Wpadł do ich małego mieszkania na przedmieściach. Zapach waniliowych świec, który zawsze go uspokajał, teraz wydawał się duszący.
— Lucía! — krzyknął.
Z sypialni wyszła kobieta. Miała na sobie ten sam domowy dres, który kupił jej na rocznicę. Wyglądała dokładnie tak, jak na portrecie w rezydencji. Dokładnie tak, jak Elena.
— Javier? Dlaczego tak wcześnie? Coś się stało? — zapytała z troską.
Javier cofnął się pod ścianę.
— Byłem w rezydencji Don Armando. Widziałem portret Eleny. Widziałem akt zgonu. Kim jesteś?
Kobieta zamarła. Jej twarz straciła wszelki wyraz, jakby opadła z niej maska budowana przez lata. Usiadła powoli przy stole.
— Elena była moją siostrą bliźniaczką — zaczęła cicho. — Ale ojciec o mnie nie wiedział. Moja matka uciekła od niego, gdy była w ciąży, zabierając tylko mnie. Elena została z nim, w złocie i luksusie. Ja dorastałam w nędzy.
Javier czuł, że zaraz oszaleje.
— Więc ty… ty nie jesteś Lucią?
— Jestem Lucía. Ale Elena odnalazła mnie rok temu. Była chora, Javier. Nie na ciele, ale na duszy. Nienawidziła swojego życia w rezydencji, nienawidziła presji ojca. Umówiłyśmy się. Czasami zamieniałyśmy się miejscami. Ona przychodziła tutaj, by poczuć prostą miłość, której ty jej dostarczałeś. Ja szłam tam, by brać pieniądze, które pozwalały nam przeżyć.