— Nigdy nie byłaś — odpowiedział, uśmiechając się lekko. — To oni chcieli, żebyś w to uwierzyła. Ale ja widzę prawdziwą ciebie. I będę widział zawsze.
Nie mogłam uwierzyć, jak proste i jak potężne były te słowa. Całe życie czekałam na moment, kiedy ktoś spojrzy i powie: „W porządku, jesteś wystarczająca”. I teraz… w tym ciemnym pokoju, z jego dłońmi wokół mnie i oczami pełnymi prawdy, poczułam, że w końcu mogę oddychać.
Mateo uśmiechnął się, lekko dotykając mojej dłoni.
— A jutro zaczniemy od nowa — powiedział. — Bez oszustw. Bez strachu. Tylko my.
I po raz pierwszy od wielu lat poczułam, że naprawdę wierzę, że mogę być szczęśliwa.