„Podpisz albo wynoś się z mojego domu” — zakpił mój mąż, zapominając, kto zapłacił za każdą cegłę.

— A to, że jeśli podpisy na dokumentach są sfałszowane… Nie dokończył zdania. Adrian już wiedział. — Nie… — wyszeptał. Adwokat ciężko westchnął. — Adrian… powiedz mi szczerze. Podrobiłeś jej podpis? Adrian milczał. — Adrian. — To była tylko formalność… — Ty idioto! — wrzasnął adwokat. — To oszustwo bankowe! I właśnie w tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Dzwonek zabrzmiał ostro. Adrian powoli odwrócił głowę. — Masz gości? — zapytał adwokat. Ale Adrian już szedł do drzwi. Serce nagle zaczęło bić szybciej. Otworzył. Na progu stały trzy osoby. Dwóch mężczyzn w ciemnych garniturach. I kobieta z teczką. — Pan Adrian Nowak? — zapytała spokojnie. — Tak… Pokazała legitymację. — Kontrola finansowa. Za jej plecami stali jeszcze dwaj policjanci. Adrian poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg. — Musimy zadać panu kilka pytań dotyczących kredytu na ten dom. Telefon wciąż był przy jego uchu. Adwokat w słuchawce powiedział cicho: — Adrian… powiedz mi, że to nie kontrola. Adrian wyszeptał: — Oni już tu są… Wtedy kobieta dodała spokojnie: — Chcielibyśmy również porozmawiać o sfałszowaniu podpisu pani Kowalskiej. Telefon wypadł mu z ręki. Adwokat coś jeszcze krzyczał w słuchawce, ale Adrian już nic nie słyszał.