Marysia zawsze podchodziła ostrożnie do grobu taty, a potem, jakby przypadkiem, do sąsiedniego, starego, z ciemnym kamieniem i wyblakłym zdjęciem. Tam kładła chleb. Nie rzucała go byle jak, układała starannie, jakby rozkładała mały stół. Potem odchodziła cicho, nic nie mówiąc.
Sześcioletnia dziewczynka prawie co tydzień przez cały rok zostawiała chleb na jednym grobie.
