— Marysiu… skąd wiesz, że ona jest głodna? — zapytałam drżącym głosem.
Dziewczynka tylko uśmiechnęła się cicho i powiedziała:
— Ona mówi do mnie w nocy. Prosi, żebym przyniosła chleb.
To był moment, w którym poczułam zimny strach. Cały rok patrzyłam na tę rutynę i nie zdawałam sobie sprawy… że moje dziecko rozmawia z kimś, kto… od dawna nie żyje.
Od tamtej pory niedzielne wyjścia na cmentarz stały się dla mnie koszmarem, choć dla Marysi wciąż były zwykłą wizytą u przyjaciółki.