Derek poczuł nagły przypływ dumy. Może chcą go pochwalić za czujność? Może awans?
Upokorzenie w locie 447: Gdy sprawiedliwość wzbija się w powietrze
Gdy podszedł do stanowiska odprawy, zobaczył kobietę w eleganckim kostiumie. To była Elena Méndez — dyrektor operacyjna linii lotniczych, kobieta, której nazwisko budziło respekt w całym branżowym świecie. Obok niej siedziała zapłakana Rosa.
— Pani dyrektor! — Derek skłonił się nisko. — Mieliśmy tu incydent z kobietą podróżującą na fałszywych papierach…
Elena podeszła do niego tak blisko, że czuł zapach jej drogich perfum i arktyczny chłód bijący z jej oczu.
— Pani dyrektor! — Derek skłonił się nisko. — Mieliśmy tu incydent z kobietą podróżującą na fałszywych papierach…
Elena podeszła do niego tak blisko, że czuł zapach jej drogich perfum i arktyczny chłód bijący z jej oczu.
— Te „fałszywe papiery”, Morrison, to legalna zielona karta mojej matki — powiedziała cicho, a każde słowo cięło powietrze jak nóż. — A ta kobieta, którą wywlókłeś z samolotu jak worek śmieci, to osoba, dzięki której te linie lotnicze w ogóle istnieją. To ona sprzątała domy, żeby opłacić moje studia lotnicze.
Derek poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy. Jego dłonie zaczęły drżeć.
— Ja… ja tylko dbałem o bezpieczeństwo…
— Nie — przerwała mu Elena. — Ty karmiłeś swoje ego kosztem słabszej osoby. Oddaj dokument. Teraz.
— Ja… ja tylko dbałem o bezpieczeństwo…
— Nie — przerwała mu Elena. — Ty karmiłeś swoje ego kosztem słabszej osoby. Oddaj dokument. Teraz.