Małe zemsty z pracy – gdy cierpliwość w końcu się kończy

Joe Monster, ciekawostki, memy, humor i rozrywka

Witaj nieznajomy(a)

zaloguj się

lub

dołącz do nas

…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Prześlij nam

Główna

Grupa FB

Krótkie

Blogi

Top

Archiwum

RSS

phone_android
Wersja mobilna

Galeria

Katalog

Najnowsze

Najpopularniejsze

Szukaj

Prześlij fotę

MonsterTV

Najnowsze

» Poczekalnia «

Top

MP3

Twoje ulubione

Szukaj

Katalog

Kolejka

Poleć film

Forum

Kawały Mięsne

Palma Pikczers

Hyde Park V

Fotoszopki

Głupie Pytania

Narzekalnia

Sportowe

Grajdołek

Pytania do redakcji

Quizy

Bojownicy

Mapa

Kalendarium

Zdjęcia

Kluby

Imprezy

Top

Online

Grupa FB

Trolle

Szaffa

» Wrzuć plik «

Filmy

Kawałki Mięsne

Palma Pikczers

HydePark

FotoSzopki

Filmożercy, Książkoholicy i Muzykanci

Moto Forum

Jestem nowy

Kuchnia Pełna Niespodzianek

Grajdołek Mistrzów

Głupie Pytania

Narzekalnia :>

Poezja Luźna

Półmisek Literata

Inteligentna Jazda

Pytania Do Redakcji

English Jokes & Life (en)

Sportowa Arena

« nowszy

losuj

starszy »

Pracowe

Małe zemsty z pracy – gdy cierpliwość w końcu się kończy

Rumburak
·
6 marca 2026 04:42

18 722  

115  

23  

Każdy, kto choć trochę popracował w biurze albo w zespole, wie, że współpracownicy potrafią wystawić cierpliwość na ciężką próbę. Czasem ktoś podkrada lunch, czasem udaje idealnego pracownika, a czasem zwyczajnie zachowuje się jak dupek. Wtedy pojawiają się małe, sprytne rewanże – nie zawsze eleganckie, ale często niezwykle satysfakcjonujące.

#1.

Kiedyś trzymałem na biurku kilka długopisów, ale zawsze jakoś znikały. Na początku myślałem, że po prostu jestem roztargniony, ale potem zauważyłem, że jeden z moich współpracowników ma dokładnie takie same długopisy jak te, które kupuję. Zamiast go konfrontować, postanowiłem trochę urozmaicić sytuację. Kupiłem zestaw długopisów z atramentem znikającym i zostawiłem je w zwykłym miejscu. Oczywiście „pożyczył” jeden tuż przed spotkaniem i zaczął robić notatki. Mniej więcej w połowie jego zapiski zaczęły znikać, aż kartka zrobiła się pusta. Patrzył na nią kompletnie zdezorientowany, podczas gdy wszyscy inni dalej pisali. Musiałem zachować powagę, ale w środku pękałem ze śmiechu. Nie trzeba dodawać, że po tym małym incydencie nigdy więcej nie dotknął moich długopisów, a rzeczy na moim biurku od tamtej pory są bezpieczne.
~MiddleNebula8320

#2.

Dziś wcześniej jeden ze współpracowników chodził po biurze z puszką i zbierał drobne datki. Z etykiety widziałem tylko fragment i pomyślałem, że to jakaś organizacja charytatywna dla dzieci. Pomyślałem: okej, fajnie. Kiedy podszedł do mojego biurka, akurat miałem trochę drobnych w portfelu, więc wyciągnąłem je z torby. Trzyma puszkę, wrzucam monety i dopiero wtedy widzę całą etykietę. Okazuje się, że to nie żadna fundacja dla dzieci, tylko organizacja antyaborcyjna. A ja jestem zdecydowanie po stronie prawa wyboru. Wrzuciłem może jakieś trzydzieści centów – resztę monet zatrzymałem w dłoni, kiedy zorientowałem się, o co chodzi – ale wkurzyła mnie sama próba wprowadzenia w błąd. Wiem też, że wielu moich współpracowników nie wnika w szczegóły takich zbiórek, więc zebrał sporo bezmyślnych datków. Wyciągnąłem więc telefon i zrobiłem porządną wpłatę na lokalny fundusz wspierający dostęp do aborcji w moim stanie. A że można było zrobić to „na czyjąś cześć”, wpisałem: „Na cześć (imię tego współpracownika), który myśli, że może robić ludzi w biurze w balona”. Nagle poniedziałek nie wydaje się już taki zły.
~sl1878

#3.

Pracowałem jako kelner w ekskluzywnej steakowni, a kultura pracy w tej firmie była absolutnie tragiczna. Właściciel, nazwijmy go Gary, ciągle wpadał w szał i wrzeszczał na wszystkich, a my wszyscy go nienawidziliśmy. Przed każdą zmianą ustawiał nas w szeregu tylko po to, żeby nas zrugać i powiedzieć, jakie mamy szczęście, że w ogóle nas zatrudnił, bo jesteśmy beznadziejni i nikt inny by nas nie chciał. Tego typu teksty. Jedynym powodem, dla którego ludzie tam pracowali, były dobre napiwki – ceny były wysokie, klienci stali, a w okolicy nie było wielu innych miejsc z obsługą na takim poziomie. Oprócz tego, że był ogromnym dupkiem, Gary był też skąpcem. W kuchni stała wysoka na prawie dwa metry chłodziarka do deserów z urwanymi drzwiami. Miesiącami odkładał naprawę, bo nie chciał wydać pieniędzy, więc drzwi wisiały na jednym zawiasie i trzeba było bardzo uważać przy otwieraniu. W końcu, w samym środku sobotniego szczytu, drzwi odpadły całkowicie i uderzyły jedną z kelnerek. Leżała na podłodze w kuchni, z poważnie wyglądającą raną na głowie, a Gary stał nad nią i WRZESZCZAŁ: „No świetnie, genialnie! I co ja mam teraz zrobić? Jest środek największego ruchu, masz pełną sekcję stolików, a nikt ich nie przejmie, bo wszyscy tutaj są bezużyteczni i niekompetentni! Trzeba było uważać!”.

Widziałem już u niego różne rzeczy, ale to była granica. Wtedy zdecydowałem, że odchodzę. Gdy wróciłem do domu, napisałem list do Gary’ego, w którym dokładnie wyjaśniłem,

Leave a Comment