– Znajdziemy, Andrieju Michajłowiczu.
Podróż zajęła prawie godzinę. Miasto budziło się do życia, ulice zapełniały się samochodami, ludzie spieszyli się do swoich spraw. Andriej wyjrzał przez okno i pomyślał o tym, jak dziwne jest życie. Wczoraj pochował żonę, a dziś miał zamiar szukać córki, o której istnieniu nawet nie wiedział. A przynajmniej podejrzewał, gdzieś głęboko w środku, w tym ciemnym zakamarku naszego umysłu, gdzie skrywamy wszystko, o czym nie chcemy myśleć.
