Andriej zebrał się na odwagę. Słowa, które ćwiczył w bezsennych nocach, utknęły mu w gardle.
„Poznaliśmy się latem 1996 roku” – zaczął. „Właśnie skończyłem studia. Pracowałem w małej firmie. Mieszkałem w wynajętym mieszkaniu. Twoja matka była moją sąsiadką”.
Taya słuchała w milczeniu, nie przerywając.
„Zbliżyliśmy się. Na chwilę. Moja narzeczona wyjechała do rodziców, a ja…” Zawahał się. „Nie tłumaczę się. Po prostu opowiadam ci, jak to się stało”.
– Kontynuować.
„Poślubiłem tę pannę młodą jesienią. A twoja matka…” Przełknął ślinę. „Nie wiedziałem. Przysięgam, nie wiedziałem, że jest w ciąży. Nie powiedziała mi. Dowiedziałem się dopiero dwa tygodnie temu”.
Taya milczała. Jej twarz była nieprzenikniona, niczym maska.
„Masz na myśli…” – jej głos drżał. „Masz na myśli, że ty…”
– Taya…
Cisza spadła na nich niczym lawina. Taja spojrzała na niego, jakby przemówił w nieznanym języku. Przez kilka sekund – a może minut? – Andriej nie potrafił stwierdzić; milczała. Potem powoli odstawiła filiżankę na stół.
– Co powiedziałeś?
„Jestem twoim ojcem…” powtórzył, a jego własny głos brzmiał dziwnie. „Biologiczny ojciec. Wiem, jak to brzmi, ale…”
„Jesteś szalona…” Taya pokręciła głową. „Albo oszustką. Nie wiem, czego ode mnie chcesz, ale… ja niczego nie chcę”.
„To dlaczego?” Podniosła głos i kilku klientów się odwróciło. „Dlaczego… to mówisz? Czemu za mną chodzisz? Co to za chora gra?”
Andriej wyciągnął telefon z kieszeni i otworzył zdjęcie – to z albumu Zinaidy Matwiejewny. Pięcioletnia dziewczynka z blond warkoczykami.
— Rozpoznajesz to?
Taya spojrzała na ekran i zamarła. Oczywiście, że go rozpoznała. To było jej zdjęcie z dzieciństwa, jedno z niewielu, które się zachowało.
„Skąd to masz?” wyszeptała.
— Od twojej babci. Zinaidy Matwiejewny. Odwiedziłem ją. Dwa razy.
Twarz Tayi się zmieniła. Nieufność ustąpiła miejsca czemuś innemu: strachowi? Gniewowi?
„Byłeś u babci? Ty…” – urwała. „Powiedziała ci to? O mnie?”
– Tak. I o twojej mamie. O Nastii.
Na dźwięk imienia matki Taya zadrżała, jakby otrzymała cios.
„Nie waż się…” wymamrotała przez zęby. „Nie waż się wymawiać jej imienia. Nie masz prawa.”
„Wiem” – powiedział cicho Andriej. „Wiem, że nie mam prawa. Nie mam prawa do niczego. Zostawiłem ją trzydzieści lat temu, nawet nie wiedząc, że jest w ciąży. Całe życie przeżyłem, nawet nie wiedząc o twoim istnieniu. Ja…”
„Dość!” Taya uderzyła dłonią w stół. Kubek podskoczył, a herbata rozprysła się na obrusie. „Dość! Nie chcę tego słuchać!”
Złapała torbę i podskoczyła. Andriej wstał za nią.
– Taya, zaczekaj!
„Nie dotykaj mnie!” – odkrzyknęła. „Trzymaj się ode mnie z daleka. Nie wiem, po co ci to, ale nie będę się w to bawić. Nie mam ojca. Nigdy go nie miałam i nigdy nie będę miała”.
Wybiegła z kawiarni, trzaskając drzwiami. Andriej pozostał na miejscu, czując na sobie ciekawskie spojrzenia klientów. Kelnerka podeszła i zapytała, czy wszystko w porządku. Nie odpowiedział. Przez szybę zobaczył Tayę, która szybko szła w kierunku przystanku autobusowego, prawie biegła, nie oglądając się za siebie. Jej ramiona drżały. Płakała.
Andriej nie wychodził z domu przez trzy dni. Nie odbierał telefonów od Pawła, nie jadł i prawie nie spał. Siedział w swoim biurze, wpatrując się w zdjęcie Tai i rozmyślając o tym, jakim jest idiotą. Zinaida Matwiejewna miała rację. Stchórzył. Znowu stchórzył. Zamiast przygotować grunt i zbudować relację, wyrzucił z siebie prawdę i osiągnął oczekiwany rezultat.
Czwartego dnia zadzwonił Igor.
– Andrieju Michajłowiczu, jest problem.
– Który?
— Ta kobieta, Morozowa. Zgłosiła na policję zarzut stalkingu.
Andriej zamknął oczy. Tego należało się spodziewać.
– No i co teraz?
„Jeszcze nic. Przyjęli twój raport, ale nie zrobiłeś nic nielegalnego. Po prostu… Lepiej trzymać się od niej z daleka przez jakiś czas.”
Trzymać się z dala od własnej córki. Jak ironicznie.
„Słyszałem” – powiedział i się rozłączył.
Telefon zadzwonił ponownie. Nieznany numer. Andriej chciał się rozłączyć, ale coś kazało mu odebrać.
„Wołkow?” Głos należał do kobiety, starszej, nieznanej.
– Tak. Kto to jest?
— Nie ma znaczenia, kim jestem. Ważne, że wiem, kim ty jesteś. I wiem, co zrobiłeś.
Andriej zamarł. Głos… Coś w tym głosie było znajomego.
„Staruszka z cmentarza” – wyszeptał. „To ty?”
Chwila ciszy. Potem cichy chichot.
– Sprytne. Dobre.
— Kim jesteś? Skąd to wszystko wiesz?
„Przyjdź do Cichej Przystani. Zinaida chce cię widzieć. A ja tam będę. Otrzymasz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania”.
Rozłączyła się zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
Dom opieki powitał go znajomym zapachem lekarstw i gotowanej kapusty. Ale coś się zmieniło w powietrzu: napięcie wisiało w powietrzu, pielęgniarki szeptały na korytarzach. Andriej wszedł na drugie piętro. Drzwi do pokoju Zinaidy Matwiejewny były uchylone. Staruszka leżała w łóżku – nie siedziała jak poprzednio, ale leżała tam, mała i krucha pod białym prześcieradłem. Nieopodal na krześle siedziała kobieta – ta sama, którą przyniosła z cmentarza. W świetle dziennym wyglądała inaczej: pomarszczona twarz, siwe włosy pod ciemną chustą na głowie, ale jej oczy były takie same. Przejrzyste, świadome.
„Jest tutaj” – oznajmiła Zinaida Matwiejewna słabym głosem. „Dobrze. Usiądź”.
Andriej usiadł na skraju łóżka i spojrzał na nieznajomego.
– Kim jesteś?
„Mam na imię Antonina” – powiedziała kobieta. „Jestem siostrą Zinaidy. Młodszą”.
„Siostra?” Andriej zwrócił wzrok na staruszkę. „Nie mówiłaś, że masz siostrę”.
„Nie pytałeś”. Zinaida Matwiejewna uśmiechnęła się blado. „Tonia przyjechała ze wsi. Specjalnie. Żeby cię znaleźć”.
— Ale skąd? Skąd wiedziałeś, że będę na cmentarzu?
Antonina uśmiechnęła się.
„Twoja żona umarła. Całe miasto o tym mówiło. Pogrzeb bogatego człowieka to żadna tajemnica. Przyjechałem dzień wcześniej i czekałem”.
— Ale dlaczego? Dlaczego takie komplikacje?
„Ponieważ Zina zapytała” – odpowiedziała po prostu Antonina.
„Ona umiera, Andrieju Michajłowiczu. Lekarze dają jej tydzień. Może dwa. A ona chciała, żebyś poznał prawdę, zanim będzie za późno”.
Andriej spojrzał na Zinaidę Matwiejewnę. Teraz zobaczył to, czego wcześniej nie zauważył: woskową bladość jej skóry, zapadnięte oczy, dłonie przypominające suche gałęzie.
„Dlaczego nie powiedziałaś mi od razu?” – zapytał. „Kiedy przyjechałem pierwszy raz?”
„Bo musiałeś sam zdecydować” – wyszeptała staruszka. „Chcesz zostać ojcem, czy nie? Gdybyś wiedział, że umieram, zrobiłbyś to z litości. A litość to marny fundament dla rodziny”.
Zaczęła kaszleć – długo i histerycznie. Antonina dała jej trochę wody.
„Wszystko zepsułem” – powiedział Andriej. „Taya. Złożyła na mnie skargę. Nienawidzi mnie”.
„Ona mnie nie nienawidzi” – odparła Zinaida Matwiejewna, łapiąc oddech. „Ona się boi. Całe życie dorastała bez ojca. Przez całe życie słyszała, jak matka powtarzała jej, że ojciec był dobrym człowiekiem, tylko jej nie znał. A potem ty się pojawiasz i co ona ma sobie pomyśleć? Że przyszłaś z litości? Z poczucia winy? Dla pieniędzy?”
„Jakie pieniądze?” Andriej nie zrozumiał. „Ona jest biedna. Ile ma pieniędzy?”
„Ona nie wie, kim naprawdę jesteś” – wtrąciła Antonina. „Widziała drogi samochód, ale na świecie jest mnóstwo bogatych ludzi. Nie powiązała cię z holdingiem Northern Star. Dla niej jesteś po prostu obcym mężczyzną, który ją śledził i twierdził, że jest jej ojcem. Jak byś zareagował na jej miejscu?”
Andriej milczał. Nie zastanawiał się nad tym. Nie zastanawiał się, jak to wszystko wygląda z jej perspektywy.
„Co mam zrobić?” zapytał. „Jak mogę to naprawić?”
Zinaida Matwiejewna patrzyła na niego przez dłuższą chwilę tym samym wzrokiem, który zdawał się przenikać jego duszę.
„Jest sposób” – powiedziała w końcu. „Ale ci się nie spodoba”.
– Który?
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!