Kiedy 740 dzieci zostało skazanych na zaginięcie na morzu

W tamtych czasach decyzje podejmowano z dala od twarzy i łez. Dzieci sprowadzono do teczek, numerów, „sytuacji, którymi trzeba zarządzać”. Zapasy żywności malały, energia topniała. Mimo wszystko, wytrwali. Starsza siostra trzymała młodszego brata za rękę, szeptana obietnica, cicha solidarność między dziećmi.

Potem, niczym szept niesiony przez wiatr, ich historia dotarła do Indii, do regionu Gudżarat. Żył tam dyskretny, ale głęboko humanitarny człowiek: Jam Sahib Digvijay Singhji, władca Nawanagaru. Nie miał żadnego obowiązku działania. Nie zmusił go do tego żaden rozkaz. A jednak, gdy wyjaśniono mu sytuację, zadał proste pytanie: „Ile dzieci?”.

Odpowiedź była jasna. Jego decyzja była równie jasna.