Przez sześć długich lat moje życie było całkowicie zawieszone. Kąpałem matkę, karmiłem ją, leżałem bezsennie przez niezliczone bezsenne noce, ściskając jej dłoń, gdy trawił ją ból. Tymczasem mój brat, Artem, odwiedzał mnie tylko wtedy, gdy uznał to za stosowne. Krótkie, pospieszne wizyty. Bukiet kwiatów. „Zadzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebować”.
A potem, bez ostrzeżenia, zniknęła.
