Kiedy moi synowie bliźniacy wrócili do domu z zajęć na uczelni, nie rzucali plecaków na podłogę ani nie grzebali w lodówce, jak to zwykle robili. Siedzieli na kanapie, obok siebie, z twarzami, które nagle zrobiły się starsze, i mówili mi, że nie chcą mieć ze mną nic wspólnego.
Dla kobiety, która spędziła szesnaście lat jako samotna matka wychowująca bliźniaków, ta chwila była jak upadek gruntu pod nogami. Wszystko, co poświęciłam, każda nocna zmiana i poranny dojazd do szkoły, zdawało się znikać w jednym zdaniu.
