W złożonym i często kontrowersyjnym dialogu dotyczącym stanu współczesnej edukacji, każdy zdaje się mieć receptę na bolączki klasy. Politycy, administratorzy i aktywni działacze często analizują wyniki testów i standardy programowe, szukając kozła ofiarnego w architekturze systemu. Jednak donośny głos z pierwszej linii zdołał przebić się przez ten hałas, przenosząc uwagę z tablicy z powrotem na stół w jadalni. Lisa Roberson, emerytowana nauczycielka, stała się centrum internetowej burzy po napisaniu brutalnie szczerego listu otwartego do „Augusta Chronicle”. Jej przesłanie było jasne, bezkompromisowe i głęboko prowokujące: kryzys w naszych szkołach nie jest porażką pedagogiki, ale porażką rodzicielstwa.
List Roberson po raz pierwszy pojawił się w 2017 roku, ale jego znaczenie tylko wzrosło w kolejnych latach. Nawet gdy świat zmagał się z tektonicznymi zmianami wywołanymi globalną pandemią i wynikającą z niej cyfrową transformacją edukacji, jej główny argument pozostaje fundamentalnym wyzwaniem dla status quo. Rozpoczęła swój list z nutą znużenia i frustracji, znaną wielu osobom w jej zawodzie, stwierdzając, że ma „dość ludzi, którzy nic nie wiedzą o szkołach publicznych lub nie byli ostatnio w klasie, zastanawiających się, jak naprawić nasz system edukacji”. Dla Roberson rozdźwięk między polityką a codzienną rzeczywistością szkolną jest główną przeszkodą na drodze do prawdziwej reformy.
Sednem jej argumentacji jest odważne odwrócenie typowej narracji, która obarcza ciężar sukcesu uczniów wyłącznie barkami nauczyciela. „Nauczyciele nie są problemem! Problemem są rodzice!” – napisała, podkreślając swój wywód okrzykiem, który odbił się echem w mediach społecznościowych. Według Roberson, fundamentalne elementy udanej edukacji – maniery, szacunek i elementarna przyzwoitość niezbędna do funkcjonowania w grupie – nie są już wdrażane w domu. Opisuje środowisko klasowe, w którym nauczyciele są zmuszeni poświęcać więcej czasu na podstawowe zarządzanie zachowaniem niż na samo nauczanie, próbując w efekcie budować strukturę na fundamencie, który nie został jeszcze wylany.