To było pod koniec października, burza burząca stare okna posiadłości, kiedy moja matka zaczęła rodzić z trojaczkami.
Położna i ja byliśmy jedynymi obecnymi na strychu, w ciasnym, słabo oświetlonym pokoju, który pachniał jak antyseptyka i deszcz.

To było pod koniec października, burza burząca stare okna posiadłości, kiedy moja matka zaczęła rodzić z trojaczkami.
Położna i ja byliśmy jedynymi obecnymi na strychu, w ciasnym, słabo oświetlonym pokoju, który pachniał jak antyseptyka i deszcz.