Wczesne poranne światło filtruje słabo przez wąskie okna tylnych korytarzy szpitala. To tuż przed zmianą zmiany, a zwykle zgiełku jest jeszcze godziny drogi. Przepycham wiadro z mopem przez korytarz linoleum, mieszając się z nietkniętymi ścianami i słabym szum odległych maszyn.
Nikt mnie tu nie zna – nie jako miliardera właściciela firmy macierzystej tego szpitala, ale jako innego sprzątacza z brudem pod …
👇 👇 👇 👇 👇