Stałem na pękniętym, betonowym podjeździe skromnego, podmiejskiego domu moich rodziców w senne sobotnie popołudnie, czek na loterię płonący w małym ognisku, który zrobiliśmy zeszłego lata.
Dym zwinięty w suche wiosenne powietrze jako ulubione dziecko moich rodziców, moja siostra, i patrzyłem, jej zadowolony uśmiech jak nóż skręcający.
Nie wiedzieli, że już spieniężyłem pierwotny czek kilka dni temu, ale w tym momencie …
👇 👇 👇 👇 👇