Powiedziałam mężowi, że jestem w ciąży, a on wpadł w panikę.
„Zniszczyłeś wszystko. Nie chciałam tego dziecka”.
Tej samej nocy spakował swoje rzeczy i wyjechał do swojego młodszego kolegi. Rodzice go wspierali. Zostałem sam. Ale po latach wrócił do mnie na kolanach.
Jestem żoną Chada od 4 lat, razem od siedmiu. Rozmawialiśmy o tym, że kiedyś będziemy mieć dzieci, ale nigdy nie ustaliliśmy konkretnego terminu. Brałam antykoncepcję, ale jakieś 3 miesiące temu dopadła mnie grypa żołądkowa, a antybiotyki i antykoncepcja nie zawsze idą w parze. Kiedy po raz pierwszy nie dostałam okresu, nie przywiązywałam do tego większej wagi.
Mój cykl zawsze był trochę nieregularny, zwłaszcza gdy jestem zestresowana, a praca była szczególnie wymagająca. Ale kiedy zaczęłam odczuwać mdłości rano i zauważyłam, że moje piersi są wyjątkowo tkliwe, kupiłam test ciążowy w przerwie obiadowej. Dwie różowe kreski, wyraźne jak słońce. Zrobiłam kolejne trzy testy w ciągu następnych dwóch dni, wszystkie pozytywne. Byłam zszokowana, przestraszona, ale też podekscytowana. Wiem, że to nie było planowane, ale kiedy początkowe zaskoczenie minęło, zaczęłam wyobrażać sobie naszą przyszłość jako rodziny. Zawsze chciałam zostać mamą i chociaż moment nie był idealny, myślałam, że Chad się opamięta, gdy tylko minie początkowy szok.
Czekałam tydzień, żeby mu to powiedzieć, chcąc zaplanować idealny moment. Nie zamierzałam robić niczego wyszukanego, jak te ogłoszenia na Instagramie z tablicami z literami i konfetti. To nie my. Zamiast tego zrobiłam jego ulubioną kolację – lasagne z czosnkowym pieczywem – i kupiłam butelkę jego ulubionego bourbona dla niego, a dla siebie musującego cydru. Założyłam nawet tę niebieską sukienkę, którą zawsze mi komplementuje. Chciałam, żeby to było wyjątkowe, nawet jeśli nie było zaplanowane. Przez cały czas gotowania ćwiczyłam, jak mu to powiedzieć. Czy powinnam po prostu powiedzieć to wprost?