Kiedy ożeniłem się ponownie w wieku pięćdziesięciu pięciu lat, postanowiłem zachować jedną rzecz wyłącznie dla siebie. Moja nowa żona Mallerie — ani jej dwaj synowie, Jake i Derek — nie mieli pojęcia, że osiedle, w którym mieszkamy, należy do mnie. Pozwoliłem im sądzić, że jestem tylko administratorem budynku. Wydawało mi się, że to bezpieczne i… zwyczajne.
Jak się okazało, ta dyskrecja paradoksalnie mnie ocaliła. Bo już następnego poranka po ślubie Mallerie wystawiła moje rzeczy na korytarz i spróbowała wyrzucić mnie z życia, które dopiero co miało się zacząć.
