Evelina stała bez ruchu, nie mrugając ani razu. W oczach sędziego Antona Grimmsa pojawiło się zdumienie, lecz także coś, czego nikt inny nie potrafił odczytać: szacunek, może dawny strach, a może coś w rodzaju wdzięczności. Przez chwilę sala sądowa zamarła, a Mark, przyzwyczajony, że świat zawsze tańczy tak, jak mu zagra, niespokojnie poruszył się na krześle.
— Proszę usiąść, pani Berg — powiedział w końcu Grimms, głosem uważnym, ułożonym do powagi sytuacji. — Reszta, kontynuujemy.
