Czasami myślimy, że pewne rozdziały naszego życia są definitywnie zamknięte. Odłożone, schowane, niemal zapomniane. A potem, drobne wydarzenie – wyciek, telefon, wyszeptane imię – pojawia się i wywraca wszystko do góry nogami. Tego dnia myślałam, że po prostu rozwiązuję jakiś codzienny problem. Nie wiedziałam jeszcze, że za chwilę, nieświadomie, spotkam kogoś, kogo myślałam, że już nigdy nie zobaczę… w inny sposób.
Zwykłe załamanie, nieoczekiwana choroba.
Wszystko zaczęło się od kapryśnej pralki. Przeciek, nic nadzwyczajnego. Zadzwoniłem do fachowca, Juliena, dyskretnego, uprzejmego i sprawnego młodego człowieka. Naprawił usterkę, odłożył narzędzia, a ja odprowadziłem go do domu z ulgą. Ale w progu zawahał się. Jego policzki poczerwieniały, a wzrok spuścił. Potem podał mi małą, złożoną kartkę papieru.